Czy duże podwórko wystarczy

Największy ogród świata nie zastąpi jednego spaceru

„Ale on przecież ma ogród…” – to jedno z najczęściej wypowiadanych zdań, jakie słyszy behawiorysta. I jednocześnie jedno z najbardziej krzywdzących dla psa. Bo ogród – nawet hektarowy…jest dla psa jak salon. Można mieć największy salon na świecie, ale jeśli przez miesiąc nie wyjdziemy poza jego ściany, nasze zdrowie psychiczne zacznie się pogarszać. Dokładnie tak samo działa mózg psa. Spacer nie jest dla psa tylko „wyjściem za potrzebą”. Jest tym, czym dla człowieka podróż, oglądanie interesującego filmu, spotkanie z ludźmi, czytanie książek i odkrywanie nowych miejsc jednocześnie.

Mózg psa potrzebuje świata!

Psy wyewoluowały jako zwierzęta przemieszczające się. Nawet współczesne psy domowe zachowały ogromną potrzebę eksploracji otoczenia. Wędrówka, tropienie zapachów, obserwowanie zmian w środowisku i podejmowanie drobnych decyzji aktywują liczne obszary mózgu odpowiedzialne za uczenie się, pamięć, emocje i regulację stresu. Profesor John Bradshaw z Uniwersytetu w Bristolu od lat podkreśla, że dobrostan psa nie zależy wyłącznie od jedzenia i wygodnego legowiska. Równie ważna jest możliwość realizowania naturalnych zachowań – eksploracji, poszukiwania informacji i kontaktu z otoczeniem.

To właśnie dlatego ogród bardzo szybko przestaje być interesujący. Pies zna tam każdy kamień. Każde drzewo. Każdy zapach. Dla jego mózgu nie dzieje się już nic nowego.

Co więc takiego dzieje się, gdy pies nie chodzi na spacery? Z punktu widzenia neurobiologii pojawia się coś, co można nazwać ubóstwem środowiskowym. Mózg otrzymuje coraz mniej nowych bodźców. Maleje liczba okazji do uczenia się. Wzrasta frustracja, ponieważ naturalna potrzeba eksploracji pozostaje niezaspokojona. Badania nad dobrostanem psów prowadzone w Wielkiej Brytanii pokazują, że środowiska ubogie w bodźce sprzyjają przewlekłemu stresowi, stereotypiom, nadmiernej reaktywności oraz problemom z regulacją emocji. W takich warunkach obserwuje się również zmiany fizjologiczne związane z aktywacją osi stresu (podwzgórze–przysadka–nadnercza), wzrostem poziomu kortyzolu oraz pogorszeniem zdolności uczenia się. Innymi słowy…pies nie staje się „grzeczny”, bo siedzi na podwórku. On po prostu przestaje otrzymywać to, czego jego mózg najbardziej potrzebuje.

„Ale przecież biega cały dzień” – kolejny „argument”. Tak, biega cały dzień…i właśnie dlatego często obserwujemy psy, które przez kilka godzin biegają wzdłuż płotu, szczekają na każdy ruch, pilnują posesji obsesyjnie albo godzinami kopią doły. To nie jest dowód szczęścia – to najczęściej objaw frustracji.

Bieganie po znanym terenie nie zastępuje eksploracji nowych miejsc. Tak jak bieganie po bieżni nie zastąpi wyprawy w góry. Spacer to nie tylko ruch. Dla psa to przede wszystkim informacje. Każdy słup, każdy liść i każdy fragment trawy zawierają dla psa setki chemicznych wiadomości pozostawionych przez inne zwierzęta. Amerykańska badaczka Alexandra Horowitz opisuje psi nos jako narząd poznawczy – dzięki niemu pies „czyta świat”, a nie tylko go wącha. Odbieranie nowych zapachów jest dla mózgu intensywną pracą poznawczą i stanowi ważny element dobrostanu.

Poniżej trzy historie z mojej praktyki:

Przypadek pierwszy – owczarek na hektarowej działce.

Dwuletni owczarek niemiecki mieszkał na ogromnej posesji. Nie opuszczał jej od ponad roku. Szczekał niemal bez przerwy na ludzi za ogrodzeniem i niszczył krzewy.

Po wprowadzeniu dwóch spokojnych spacerów dziennie, podczas których mógł swobodnie eksplorować zapachy, poziom pobudzenia zaczął wyraźnie spadać już po kilku tygodniach. Po trzech miesiącach liczba epizodów szczekania zmniejszyła się o ponad połowę według dziennika prowadzonego przez opiekunów.

Nie zmienił się ogród. Zmieniło się to, że pies znowu zaczął poznawać świat.

Przypadek drugi – labradorka „niszczycielka”.

Młoda labradorka zostawała na dużym podwórku przez cały dzień. Gdy do domu wracali opiekunowie zastawali pogryzione meble ogrodowe i wykopane głębokie doły.

Zamiast zwiększać liczbę zabawek, wprowadzono codzienne spacery nastawione na eksplorację, spokojne węszenie i krótkie ćwiczenia węchowe.

Po około sześciu tygodniach zachowania destrukcyjne niemal całkowicie ustąpiły.

Nie zmęczyły jej przebiegnięte kilometry. „Zmęczył” ją świat.

Przypadek trzeci – border collie, który „szczekał na wszystko”.

Pies mieszkał na wsi i praktycznie nie opuszczał posesji. Każdy rowerzysta, samochód czy przechodzień wywoływał gwałtowne szczekanie.

Po rozpoczęciu regularnych spacerów poza teren posesji oraz kontrolowanej ekspozycji na różnorodne bodźce pies nauczył się, że świat istnieje także poza płotem. Reaktywność stopniowo malała, ponieważ bodźce przestały być czymś niezwykłym.

Spacer to inwestycja w zdrowie psychiczne!

Coraz więcej specjalistów z całego świata podkreśla, że dobrostan psa nie polega wyłącznie na unikaniu cierpienia. Obejmuje również możliwość przeżywania pozytywnych emocji, dokonywania wyborów i aktywnego poznawania otoczenia. Współczesne podejście do dobrostanu zwierząt mówi już nie tylko o braku stresu, ale także o obecności pozytywnych doświadczeń.

Dlatego spacer nie jest luksusem. Nie jest nagrodą. Nie jest jedynie dodatkiem do życia psa.

Jest jedną z jego podstawowych potrzeb!

Bo największy ogród nigdy nie stanie się światem. Jest tylko jego małym fragmentem. A Twój pies zasługuje na coś więcej niż cztery znane kąty i płot. Zasługuje na możliwość, żeby każdego dnia odkrywać świat – nosem, łapami i sercem.